Przypowieść o żółtym diable

Przypowieść o żółtym diable

Około dwustu lat temu pewien człowiek, który żył samotnie w dużym domu niedaleko Kioto, wybrał się na targ. Na targu zobaczył w klatce diabła: diabeł miał ogon, żółtą skórę i dwa długie, ostre kły. Był rozmiarów dużego psa. Siedział spokojnie w mocnej bambusowej klatce i obgryzał kość. Obok klatki siedział handlarz, zapatrzony w tłum. Człowiek zapytał go, czy diabeł jest na sprzedaż.

,,-Oczywiście”, powiedział handlar,,Inaczej nie byłoby mnie tutaj. To jest wyśmienity diabeł, silny, sumienny, może zrobić wszystko, co mu polecisz. Zna się na stolarce, jest dobrym ogrodnikiem, potrafi gotować, szyć ubrania, może czytać ci opowiadania, rąbać drewno, a tego, czego nie potrafi, można go nauczyć. Jeżeli dasz mi 50 tysięcy jenów, to jest twój”. Człowiek nie targował się, zapłacił gotówką. Chciał diabła od razu zabrać do domu. ,,Chwileczkę”, powiedział kupiec. ,,Ponieważ nie targowałeś się ze mną, pozwól, że coś ci powiem. Popatrz, to jest rzeczywiście diabeł, a diabły nie są dobre, wiesz chyba o tym, prawda?”

,,Powiedziałeś przecież, że to jest wyśmienity diabeł”.
,,Tak, tak”, rzekł handlarz.

,,To prawda. On jest wspaniałym diabłem, ale on nie jest dobry. I na zawsze pozostanie diabłem. Zrobiłeś dobry zakup, ale pod jednym warunkiem – że będziesz zawsze dawał mu zajęcie.

Codziennie musisz dać mu plan zajęć: od tej godziny musisz rąbać drewno, potem zacznij przygotowywać jedzenie, po obiedzie możesz odpocząć pół godziny, ale tylko jeżeli naprawdę musisz położyć się i odpocząć, następnie masz skopać ogród., itd. Jeżeli on ma wolny czas, jeżeli nie wie, co ma robić, wtedy jest niebezpieczny”.

,,To wszystko?” zapytał człowiek i zabrał diabła do domu.

Sprawy układały się dobrze. Codziennie rano wołał diabła, który posłusznie klękał. Jego pan dyktował mu zajęcia i diabeł zaczynał swoje posługi, tak pracował cały dzień, a kiedy nie pracował, odpoczywał lub zabawiał się, ale cokolwiek robił, było to zawsze spełnianie rozkazów.

Po kilku miesiącach pan spotkał w mieście swojego starego przyjaciela i podekscytowany tym nagłym spotkaniem zapomniał o wszystkim. Zabrał przyjaciela do restauracji, gdzie zaczęli pić sake, potem zjedli dobry obiad, po czym wypili jeszcze więcej, i ostatecznie wylądowali w dzielnicy prostytutek. Tam damy zajęły się przyjaciółmi. Następnego dnia późnym rankiem pan obudził się w obcym pokoju. Początkowo nie wiedział, gdzie jest, ale powoli doszedł do siebie i przypomniał sobie o diable. Jego stary przyjaciel już wyszedł. Zapłacił więc należność kobiecie i popędził do domu.

Wkrótce poczuł swąd spalenizny, a kiedy podszedł bliżej jego oczom ukazał się wstrząsający widok. Jego dom i okolica była doszczętnie spalona, a na zgliszczach siedział diabeł i piekł w ogniu dziecko sąsiadów…

• Dlaczego taka ładna historia, ma tak straszne zakończenie?
• Kim jest diabeł?
• Kim jest wieśniak?
• Kim Ty jesteś?
• Co to wszystko oznacza dla Twojego życia?

Odpowiedz – teraz!

Historyjkę tą opowiedział mistrz zen swoim uczniom na sesshin, aby pokazać jak ważna jest dyscyplina. Oczywiście tym diabłem jest nasz umysł, który jeśli nie poddać go dyscyplinie, a zostawić samemu sobie może stać się nieobliczalny lub szalony.

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Najuboższy człowiek

Najuboższy człowiek

Kiedyś pewien mnich opuścił swój aszram i wyszedł na główną ulicę miasta, ściskając kilka miedzianych monet w swojej dłoni. Kiedy zgromadzili się wokół niego żebracy, ogłosił on, że da te monety najbiedniejszemu człowiekowi w mieście. Kiedy domagające się zewsząd ręce naciskały na niego ze wszystkich stron, on jedynie mówił, „Nie, to nie jesteś ty, ani ty, ani ty,” i szedł dalej.

Nagle fanfary trąbek przebiły się przez szum miasta. Straż pospieszała ulicą, aby utorować drogę dla Maharadży, który nadjeżdżał z pałacu na swoim królewskim słoniu.

Ludzie ustawili się wzdłuż ulicy w szpalerze i czekali na złożenie swojego szacunku królowi.
Mnich stanął przed słoniem i zwracając się do króla powiedział na głos: „O Wielki Maharadżo! Mam coś dla ciebie.” i rzucił królowi miedziane monety.

Król był zdumiony i chciał się dowiedzieć dlaczego mnich był tak impertynencki, zuchwały.

„Wasza Wysokość, zrobiłem przyrzeczenie, że dzisiaj dam te miedziane monety najbiedniejszemu człowiekowi w mieście.”

„Mnie!?” wykrzyknął król. „Posiadam to miasto! Posiadam całe to państwo! Jakże możesz mówić, że jestem najbiedniejszym człowiekiem?”

„Ponieważ masz stałe pragnienie posiadania jeszcze większego dobytku.”

Ten stały pęd do zdobywania jeszcze większej ilości rzeczy, większej ilości wrażeń, większej ilości ludzi i większej ilości myśli zmienia nas z boskich dzieci w bestialskich żebraków. „Ubóstwo” jak powiedział Platon, „nie składa się z niedoboru dobytku, lecz z nadmiaru chciwości.”

Rozwiązaniem jest prowadzenie prostego życia z wewnętrznym wyrzeczeniem. Bycie zadowolonym z tego co doświadczamy. Jeżeli Bóg błogosławi nas wielką obfitością i możliwościami, to dobrze. Jeżeli Bóg nam zsyła Siostrę Ubóstwo to też dobrze.

Kiedy nauczyliśmy się trzymać umysł w równym stopniu wolnym od przywiązania i od niechęci, osiągnęliśmy prawdziwe bogactwo tego świata.

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Obietnica

Obietnica

„Co się stało? Czego się dowiedziałeś”
„Naprawdę nic specjalnego”
Astrolog pchnął swoje liście palmowe za siebie i zwrócił się w kierunku swojego przyjaciela, który siedział naprzeciwko za niskim stolikiem. Nie wiedział co ma powiedzieć. Wiadomość nie była dobra. „-A co u ciebie, czy zrobiłeś moją analizę astrologiczną?”

„O tak,” odpowiedział przyjaciel, przyciskając swoją księgę do klatki piersiowej. „Zrobiłem ją” On także miał złe wieści dla swego przyjaciela.

Obaj przyjaciele zdecydowali zrobić sobie nawzajem analizy astrologiczne. Astrologowie nigdy nie czytają swojej własnej przyszłości – to było tabu w ich zawodzie.

„Słuchaj. Przykro mi. Muszę ci powiedzieć. Umrzesz i to niedługo. Prawdę mówiąc to się urodzisz ponownie jako słoń.”

„O dzięki Bogu. To znaczy, O nie!” Był zszokowany wiadomością, ale jednocześnie mu ulżyło. „Ty też wkrótce umrzesz. Urodzisz się ponownie jako robak.”

Przyszły robak upadł na kolana i błagał przyszłego słonia, „Proszę zawrzyjmy umowę. Kiedy odrodzisz się jako słoń, nie spoczniesz, aż mnie nie znajdziesz w mojej inkarnacji robaka i natychmiast nie oswobodzisz mnie z mojego nieszczęścia, tak żebym mógł się odrodzić jako szlachetne stworzenie. Proszę obiecaj, że to dla mnie zrobisz. Po prostu mnie nadepnij. Jedna noga wystarczy.”

Przyszły słoń pozostał chwilę w ciszy. Ostatecznie powiedział, „Tak. Zrobię to dla ciebie, mój przyjacielu.”

Jak mówiło przeznaczenie, wkrótce umarli jeden po drugim w przeciągu kilku tygodni, a następnie urodzili się ponownie. Astrolog słoń miał doskonałą pamięć swojej poprzedniej inkarnacji i swojego świętego przyrzeczenia danego przyjacielowi. Natychmiast wyruszył. Przeszukiwał dżunglę, podnosił skały, szukał wszędzie w lesie. Ale nie mógł znaleźć swojego przyjaciela robaka. Pytał inne zwierzęta w dżungli, „Czy widzieliście mojego małego przyjaciela robaka? Jest cienki, ma słaby wzrok, nie porusza się zbyt szybko.” Nikt z nich nie widział jego przyjaciela.

Słoń zaczął przyczepiać plakaty na drzewach.

Nagroda!
Czy widziałeś tego robaka?

Mijały tygodnie i miesiące i słoń zaczął odczuwać, że stracił okazję do wypełnienia swojego zobowiązania. Pewnego dnia przechodził nad śmiesznie wyglądającą skałą. Pochylając swoją ogromną głowę zauważył wydobywającą się ze skały małą strugę dymu. Przyglądając się bliżej, zauważył, że dym unosił się z małej rury sterczącej z kamienia. Wyglądało to jak komin! „Założę się, że tam znajduje się mały domek.” – pomyślał. Ostrożnie podniósł kamień swoją trąbą i zobaczył tam maleńki domek… a w nim znajdował się jego przyjaciel, który siedział na skalnym krześle, czytając wieczorne wiadomości naprzeciw przyjemnego ogniska, ze swoją żoną i dziećmi przygotowującymi miły posiłek z psujących się warzyw.

Słoń zatrąbił, „Mój przyjacielu, taki jestem szczęśliwy, że cię znalazłem. Teraz mogę wypełnić swoje przyrzeczenie,” i podniósł swoją nogę.

Mały robak wykrzyknął „Nie, nie, zapomnij głupią umowę, którą zawarliśmy. To było przed tym jak odkryłem, jak dobrze jest być robakiem. Układ jest nieważny, jest anulowany! Nie rób tego!”

Słoń spokojnie odpowiedział, „Podziękujesz mi później” i rozgniótł go.

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Życie w prawdzie

Życie w prawdzie

Kiedyś, gdy przechodziliśmy przez pewne miasto w Indiach, podszedł do mnie kierownik stacji kolejowej i powiedział:

– Panie, daj mi jakieś zadanie, które mógłbym wypełnić. Chcę oddać się praktyce i obiecuję, że sumiennie wypełnię twoje zalecenia.

Mój mistrz zwrócił się do mnie: – Powiedz mu, co mógłby praktykować.
Powiedziałem: – Dlaczego błazen taki jak ja miałby wprowadzać w błąd innego błazna? Będzie lepiej, jeśli ty go poinstruujesz.

Tak więc mój mistrz zwracając się do tego człowieka rzekł: – Od tej chwili nie kłam. Praktykuj tę zasadę sumiennie przez następne trzy miesiące.

Większość pracowników kolei na tym terenie była nieuczciwa i brała łapówki. Ten człowiek zdecydował jednak, że nie przyjmie już więcej pieniędzy ani nie skłamie.

W kilka dni później na stacji pojawili się kontrolerzy. Na zadawane pytania kierownik odpowiadał uczciwie, co stało się przyczyną wielu problemów. Wszyscy pracownicy, którzy brali łapówki, z wyjątkiem kierownika stacji, zostali oskarżeni i zajął się nimi sąd. Kierownik pomyślał: ,,Minęło zaledwie trzynaście dni i oto w jakiej znalazłem się sytuacji. Co mnie jeszcze spotka?”.

Wkrótce opuściła go żona i dzieci. W ciągu miesiąca jego życie rozpadło się niczym domek z kart.

W dniu, w którym to się stało, byliśmy jakieś 480 km od brzegu rzeki Narbada. Mój mistrz leżał spokojnie pod drzewem, kiedy nagle zaczął się śmiać. Powiedział:
– Czy wiesz, co się stało? Ten człowiek, którego poinstruowałem, aby nie kłamał, jest dziś w więzieniu.

Zapytałem: – Skoro tak, dlaczego się śmiejesz?
On odpowiedział: – Nie śmieję się z tego, ale z głupoty tego świata!

Dwunastu pracowników stacji, oskarżonych o łapówkarstwo, oświadczyło wspólnie, że to nie oni są winni, ale kierownik. Powiedzieli, że wyłącznie on brał pieniądze. Tak więc jedyny człowiek, który mówił prawdę, wtrącony został do więzienia, zaś kłamców wypuszczono.

Kiedy kierownik stacji stanął przed sędzią, ten spojrzał na niego i zapytał: – Gdzie twój adwokat?
– Nie potrzebuję adwokata – padała odpowiedź.

Sędzia rzekł: – Ja jednak chcę, aby ktoś ci pomógł.

– Nie odparł kierownik. – Nie potrzebuję adwokata, ponieważ chcę mówić prawdę. Nieważne jest to, na jak wiele lat pójdę do więzienia, nie będę kłamał. Brałem łapówki, to prawda, ale spotkałem pewnego mędrca, który powiedział mi, abym już nigdy więcej nie kłamał, w żadnej sprawie. Moja żona i moje dzieci opuściły mnie, straciłem pracę, nie mam pieniędzy ani przyjaciół i siedzę w więzieniu. Wszystko to zdarzyło się w ciągu jednego miesiąca. Muszę wytrwać w prawdzie jeszcze przez dwa miesiące i nie obchodzi mnie to, co się ze mną stanie. Panie, jeśli taka jest twoja wola, odeślij mnie do więzienia.

Sędzia zarządził przerwę i kazał przyprowadzić tego mężczyznę do swojego gabinetu. Zapytał: – Kim jest mędrzec, który ci to powiedział?
Mężczyzna opisał go. Tak się złożyło, że sędzia był uczniem mojego mistrza. Natychmiast uniewinnił on kierownika stacji i powiedział mu: – Jesteś na słusznej ścieżce. Trzymaj się jej. Chciałbym móc czynić to samo.

Człowiek ten odzyskał wolność, ale poza nią nie miał niczego. Dokładnie tego dnia, kiedy mijały trzy miesiące od chwili spotkania z moim mistrzem, otrzymał telegram mniej więcej następującej treści: ,,Twój ojciec posiadał pole ziemi uprawnej, które przed laty skonfiskował rząd. Dziś rząd chce dać tobie, jako spadkobiercy odszkodowanie”. Dali mu milion rupii! (około 100.000 dolarów) Człowiek ten nie wiedział nic o ziemi, gdyż znajdowała się ona w innej prowincji. Pomyślał: ,,Dziś mijają trzy miesiące, od czasu, gdy przestałem kłamać. Jakże wielka jest nagroda!”.

Kiedy otrzymał pieniądze, oddał je swojej żonie i dzieciom, a oni z radością wykrzyknęli: – chcemy do ciebie wrócić!

– Nie – powiedział. – Do tej pory przekonałem się, co może się zdarzyć, kiedy żyjesz w prawdzie przez trzy miesiące. Teraz chcę się przekonać, co mnie czeka, jeśli nie będę kłamał przez całą resztę mojego życia.

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Sutra o ciele syna

Sutra o ciele syna

Budda opowiedział kiedyś mnichom taką oto historię.

Para małżonków z małym synkiem wędrowała przez pustynię, aby poszukać azylu w innym kraju. Nie przygotowali się jednak dobrze do tej wędrówki i w połowie drogi skończyło im się jedzenie. Małżonkowie uświadomili sobie, że całą trójkę czeka śmierć głodowa. Podjęli wówczas zatrważającą decyzję: postanowili uśmiercić i zjeść swoje dziecko.
Co rano zjadali kolejny kęs jego ciałka- tylko tyle, żeby mieć siły iść dalej – płacząc przy tym i lamentując: „Gdzie jest nasz malec?”. Pozostałą część jego ciała nieśli na ramionach, aby schło na słońcu. Co wieczór małżonkowie patrzyli po sobie i pytali: „Gdzie jest teraz nasze kochane dziecko?”. Płakali, rwali sobie włosy z głowy, bili się w piersi z żalu. W końcu udało im się pokonać pustynię i dotrzeć do nowej krainy.

Gdy Budda skończył mówić, zwrócił się do mnichów z pytaniem:
– Czy sądzicie, że tych dwoje zjadało ciało swojego syna z przyjemnością?
– Nie- odparli mnisi. – Ci rodzice straszliwie cierpieli, musząc spożywać ciało własnego dziecka.
A Budda wtedy rzekł:
– Musimy wprawiać się w jedzeniu w taki sposób, który utrzyma w naszych sercach współczucie. Musimy jeść w uważności. W przeciwnym razie będziemy zjadać ciała własnych dzieci.

W Sutrze o ciele syna Budda uczy nas praktykować uważną konsumpcję – taką, która pozwoli ocalić naszą przyszłość. Przyszłość zawsze można dostrzec w mgnieniu teraźniejszości. Jeśli teraźniejszość wygląda w określony sposób, przyszłość będzie prawdopodobnie wyglądać tak samo, ponieważ to teraźniejszość jest tworzywem, z którego powstaje przyszłość. Dlatego żeby zapewnić sobie bezpieczną przyszłość, musimy dokonać zmian w teraźniejszości. Jeśli mądrość tej sutry zastosujemy w codziennym życiu, będziemy w stanie ocalić siebie samych.
Współczesnym ludziom często się wydaje, że ich ciało jest ich własnością, którą mogą rozporządzać, jak im się podoba. „Mamy prawo żyć własnym życiem”, powiadają, a obowiązujący porządek prawny wspiera takie stanowisko; to jeden ze sposobów manifestowania się indywidualizmu. W myśl nauk Buddy twoje ciało nie jest twoją własnością. Jest ono ciałem twoich przodków, twoich rodziców, a także przyszłych pokoleń. Należy również do społeczeństwa i do wszystkich żyjących istot. Swoją obecność tutaj zawdzięcza ono wszystkiemu, co istnieje: drzewom, chmurom, glebie, wszystkim istotom. Ciało każdego z nas jest podobne Ziemi.

Thich Nhat Hanh „Świat w naszych rękach”

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Wartość swych rąk

Wartość swych rąk

Rolnik wykopał studnię i czerpał wodę do nawadniania swego pola. Tak jak czyniła to większość prostych ludzi, do wyciągania wody ze studni używał on zwykłego wiadra.

Przechodzeń, widząc to, zapytał rolnika, dlaczego w tym celu nie używa żurawia; jest to bowiem mechanizm oszczedzający pracę i dzięki niemu można zrobić więcej niż prymitywną metodą.

Rolnik odpowiedział: „Wiem, że to zaoszczędza pracy, i właśnie z tego powodu nie używam tego mechanizmu. Obawiam się, że używanie takiego przyrządu czyni człowieka mechanicznym. Mechanicznosć zaś prowadzi do nawyku opieszałości i lenistwa ”

E. Fromm, D.T. Suzuki, R. Martino „Buddyzm zen i psychoanaliza”

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Życie to sztuka

Życie to sztuka

Dogo, wielki mistrz zen, żyjący w VIII wieku, za czasów dynastii Tang, miał młodego ucznia, który chciał nauczyć się zen. Pozostawał on z mistrzem przez jakiś czas, ale nie otrzymywał od niego żadnych precyzyjnych pouczeń.

Pewnego dnia przyszedł do mistrza i rzekł: „Jestem z Tobą już przez jakiś czas, lecz nie otrzymałem instrukcji. Dlaczego? Proszę, bądź tak dobry i poucz mnie”.

Mistrz odpowiedział: „Po co?! Instruowałem cię w zen od początku, jak tylko do mnie przybyłeś „.

Uczeń zaprotestował: „Proszę, powiedz mi, jaka to była instrukcja”.

„Kiedy widzisz mnie rano, witasz mnie i ja ci odpowiadam. Kiedy przynoszą poranny posiłek, z wdzięcznością go przyjmuję. W którym miejscu nie ukazuję tego, czym jest istota umysłu?”

Usłyszawszy to, uczeń zwiesił głowę i zdawał się zaabsorbowany odszyfrowaniem znaczenia słów mistrza. Wtedy mistrz powiedział do niego: „Kiedy tylko zaczynasz o tym myśleć, już tego nie ma. Musisz widzieć to natychmiastowo, bez rozważania i bez wahania”. Mówi się, że właśnie to otworzyło ucznia na prawdę zen.

Prawda zen, nawet jej odrobina, ukierunkowuje jednostajne życie, życie monotonnej, nieinspirującej pospolitości, ku życiu podobnemu sztuce, pełnemu prawdziwej wewnętrznej twórczości.

Źródło: Fromm E., Suzuki D.T, De Martino R; „Buddzyzm zen i psychoanaliza, 2011”

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Pszczoła i słoń – przemijanie

Pszczoła i słoń – przemijanie

Była sobie pszczoła – młoda, silna i kipiąca gorącą krwią młodości. Pewnego razu latała radośnie z kwiatka na kwiatek, spijając nektar. Oddalała się od domu, zapominając, że zbliża się wieczór i pora powrotu.

Przysiadła właśnie na kwiecie lotosu, kiedy zaszło słońce i lotos zamknął się. Pszczoła znalazła się w pułapce. Miała mocne żądło i bez trudu mogła przebić płatki i odlecieć, ale zatraciła się w swoim upojeniu. Pomyślała:
– Spędzę tu noc, pijąc nektar, a rano, kiedy lotos się otworzy, polecę do domu. Skrzyknę mego męża, sąsiadów i przyjaciół i sprowadzę ich tu, aby uraczyli się nektarem. Będą szczęśliwi! Będą tacy wdzięczni!

Wkrótce nadeszła północ. Młody słoń przedzierał się przez las; on również był w stanie upojenia. Powalał drzewa, miażdżył rośliny i wpychał je sobie do paszczy. Kiedy przybył nad jezioro, gdzie pszczoła oddawała się marzeniom, zaczął zrywać i zjadać kwiaty lotosu. Pszczoła wciąż piłą nektar i myślała:
– Sprowadzę męża, sprowadzę sąsiadów, sprowadzę wszystkich moich przyjaciół. Założę wielką fabrykę miodu.

Nagle rozległ się głośny trzask.
– Niestety – zawołała pszczoła, – Umieram, umieram.
Wszystkie plany pszczoły pozostały w jeziorze. Wszyscy jej przyjaciele pozostali w swoich domach.
W domu pozostał mąż. A pszczoła znalazła się w paszczy słonia.

Podobnie jak ta pszczoła, wędrujemy coraz dalej po świecie i wydaje się nam, że czynimy coraz większe postępy, nie zdając sobie sprawy z tego, że oddalamy się od naszego źródła.
Z każdym dniem zbliża się do nas słoń śmierci, ale my nie słyszymy jego kroków. Świat jest nietrwały. Chociaż wydaje się taki czarowny, wszystko, co tu widzimy, ulega zniszczeniu.

Wielki święty Kabir śpiewał:
“Jesteś jak podróżny, który przychodzi i odchodzi.
Gromadzisz bogactwa i chlubisz się nimi. Ale kiedy odejdziesz, nie zabierzesz ze sobą niczego. Przyszedłeś na ten świat z zaciśniętymi piąstkami, ale kiedy będziesz odchodził,
twoje dłonie będą rozwarte”. Na tym świecie wszystko się zmienia, wszystko niszczeje. Młodość zamienia się w starość, zdrowie zamienia się w słabość, piękno zamienia się w chorobę.

Kabir powiedział:
“Na twoich oczach twoje życie zamienia się w proch”.
Przyjdzie czas, kiedy zawali się każde imperium, każdy pomnik i miasto. Było tylu królów, cesarzy, wielkich przywódców. I gdzie się podziali? Tylko Jaźń wewnętrzna jest wieczna. Tylko Świadomość wewnętrzna będzie trwać. Bez medytacji nad Jaźnią, bez praktyki duchowej, osiągniesz jedynie własną śmierć.

Większość ludzi uważa, że młodość jest odpowiednim czasem do jedzenia, picia i używania wszystkich przyjemności świata, a dopiero kiedy ciało stanie się stare i zużyte, można będzie zacząć myśleć o Bogu.
Ale czego możesz dokonać, kiedy twoje ciało jest stare?
Kiedy twój dom płonie, jaki sens ma kopanie studni?

Dlatego poeta Bhartrihari pisał:
“Dopóki jeszcze twoje ciało jest zdrowe i silne, dopóki działają twoje zmysły, uczyń coś dla siebie”.
Po co czekać? Pogrąż się w kontemplacji Jaźni i osiągnij ją teraz.
Wiedz, że życie jest bardzo krótkie.
Nie po to przyszedłeś na ten świat, żeby tylko jeść i pić i umrzeć.

Źródło: Swami Muktananda “Dokąd idziesz?”

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Kaczki Mandarynki

Kaczki Mandarynki

Opowiadają, że w starożytnych Chinach pewien student, przeżywszy zawód miłosny, został myśliwym. Przemierzał lasy i utrzymywał się ze sprzedaży zwierząt, które zabijał.

Któregoś wieczoru, kiedy już zbudował sobie szałas na brzegu jeziora, jedną ze strzał trafił kaczkę mandarynkę. Przywiązał ją do czubka tyczki przed szałasem i poszedł spać. Ale w środku nocy obudził go jakiś hałas. „Pewnie kaczka jest tylko ranna, pomyślał. Miota się na tyczce”. Wziął nóż i wyszedł na zewnątrz. Kaczka, a raczej kaczor był jednak martwy. To jego samica przybyła do niego i biła nad nim skrzydłami. Młody człowiek usiłował ją przepędzić, grożąc jej nożem, ale ona trwała tam niewzruszenie. Pozostała tak przez kilka dni i dała się uśmiercić obok swojego towarzysza.

Myśliwy, któremu serce się krajało na widok takiej miłości, porzucił swój łuk i strzały. Mówiono, że został mnichem i odtąd wiódł życie pełne szacunku i współczucia wobec wszystkich żywych stworzeń. Nigdy więcej nie zrobił krzywdy choćby najdrobniejszemu owadowi… i pozostał w ludzkiej pamięci jako święty człowiek.

Świat zwierząt oferuje nam często godne zachwytu i podziwu spektakle. Dzikie gęsi, na przykład, podtrzymują skrzydłami swoją towarzyszkę zranioną w locie przez myśliwego. Psy przemierzają setki kilometrów w poszukiwaniu swojego pana albo umierają z żalu po jego śmierci. Delfiny ratują marynarzy tonących okrętów… Opowiadając o nich, nie sposób nie mówić o współczuciu, wierności, odwadze, poświęceniu. Dlaczego więc, według Ciebie, nasza zachodnia cywilizacja przez długie lata była niewrażliwa na te fakty… posuwając się nawet do tego – jak słynny filozof Kartezjusz – żeby postrzegać zwierzęta jako „mechanizmy” niegodne jakichkolwiek względów. Czy myślisz, że ludzie i zwierzęta współżyją w sposób harmonijny i pełen wzajemnego szacunku?

Źródło: Michel Piquemal „Bajki filozoficzne. Jak żyć na Ziemi?”

12190121_890233191032682_3631914212757885140_n

czwartek, Październik 29th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy

Przepisy na mleka roślinne

Przepisy na mleka roślinne

 

Mleko Ryżowe

– 4 szkl.wrzątku (woda musi być gorąca!)

– 1 szkl.ugotowanego gorącego ryżu brązowego

– 1 łyżeczka wanilii prawdziwej

– 1 łyżka miodu

– 1/2 łyżeczki soli

Wykonanie:

Wszystko zmieszać i zmiksować blenderem na krem. Pozostawić mleko na minimum 30 minut, następnie przecedzić mleko przez gęste sito

lub gazę.

 

Mleko Jaglane

– 2/3 szkl. ugotowanej, ciepłej kaszy jaglanej

– 1/4 szkl. migdałów zmielonych na puder

– 1 łyżeczka soli

– 1 łyżka miodu

– 1 szkl. wody

Wykonanie:

Wszystkie składniki zmiksować i w trakcie miksowania dodać jeszcze 2 szklanki wody. Można przecedzić przez gęste sito lub gazę.

 

Mleko Kukurydziane

– 1/4 szkl. migdałów zmielonych na puder

– 4 szkl. wody

– 1 szkl. ugotowanej mąki kukurydzianej (1/2 szkl. mąki na 1 szkl. wody – gotować przez 10 minut)

– 2 łyżeczki miodu

– 1/2 łyżeczki soli

Wykonanie:

Wszystkie składniki zmiksować i przecedzić przez gazę lub gęste sito.

 

Mleko Sojowe

Najlepiej użyć soi organicznej/eko

 

Namoczyć 1/2szkl. soi w 3szkl. wody przez noc. Soję odcedzić i przepłukać.

Zagotować soję w wodzie z dodatkiem 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej. Gotować około 3 minut. Odcedzamy. Pod gorącym strumieniem wody z kranu, przepłukujemy soję. Znowu gotujemy z dodatkiem 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej. Po 3 minutach płuczemy gorącą wodą z kranu.

Następnie zmieszać soję z:

– 1szkl. wody

– 1 łyżka miodu

– 1 łyżeczka wanilii

– 1/2 łyżeczki soli

 

Wszystko zmiksować blenderem ok.3min i dodać 4szkl. wody.

Wlać do małego garnka, który trzeba umieścić w większym garnku z wodą. Gotować w ten sposób przez 40min. Pozostawić do ostygnięcia, a następnie przecedzić przez drobne sito lub gazę. W lodówce można przechowywać do 5 dni.

Soda likwiduje smak fasoli. Bardzo ciężko w ten sposób odróżnić zwykłe mleko od sojowego.

Mleko Owsiane

Uwaga! nie dla dzieci które są na diecie bezglutenowej

1 1/2 szkl. wody

1/4 szkl. miodu

1/2 szkl. płatków owsianych

1/2 szkl. wiórek kokosowych

1/2 łyżeczki soli

Wykonanie:

wszystkie składniki gotować przez 20 minut często mieszając, a następnie zmiksować do konsystencji śmietany. Dodać jeszcze 2 szklanki wody i dobrze wymieszać. Można wyklarować mleko, przecedzając je przez drobne sito lub gazę.

 

MLEKO MIGDAŁOWE

100 gram migdałów, sparzyć, obrać ze skórki, moczyć w przegotowanej wodzie całą noc. Wodę wylać, migdały zmiksować, dodać 3-4 szklanek źródlanej wody. W celu uzyskania bardziej delikatnej konsystencji, przelać przez sitko. Można

dodać szczyptę wanilii i zmiksowane jabłko do smaku.

 

MLEKO SEZAMOWE

Składniki:

200 ml ziaren sezamu

600 ml wody

Suche ziarna sezamu zmielić, dodać wodę, miksować do uzyskania płynu o gładkiej konsystencji. Przecedzić i gotowe. Można dosłodzić cukrem, miodem lub syropem słodowym lub klonowym.

 

MLECZKO ORZECHOWE

1 fil. orzechów

1 fil. lodowato zimnej wody

Składniki zmiksować, przecedzić.

 

MLEKO SOJOWO-KOKOSOWE

Soje namoczyć na noc. Rano odcedzić, wodę wylać, soje przepłukać. Na 1 szkl. soi dać 3 szkl. wody. Zmiksować, przecedzić. Pozostałą masę sojową zmieszać ponownie z 1 szkl. wody – przecedzić. Powstałą serwatkę (z tych dwóch razów) gotować 15 min wraz ze szczyptą soli oraz 1/2 szkl wiórków kokosowych.

 

MLEKO KOKOSOWO-MIGDAŁOWE

1/2 paczki wiórek kokosowych

150 g migdałów /bez skorki/

1 litr wody /zimnej/

ewentualnie – słód jęczmienny, syrop klonowy, szczypta kardamonu, aromat migdałowy.

Składniki umieścić w blenderze i zmiksować do uzyskania konsystencji śmietany.  Można (ale nie trzeba) przecedzić.

 

MLEKO KOKOSOWO-OWSIANE

1/2 szkl. płatków owsianych

1/2 szkl. wiórek kokosowych

1 szkl. wody

Składniki gotować ok. 15 minut, stale mieszając. Odstawić do ostygnięcia, zmiksować w blenderze – dodając 2 szkl. wody, aby uzyskać konsystencję śmietany. Mleko przecedzić dla uzyskania klarowności.

 

MLEKO ORKISZOWE (pszenne)

Mielić 100g orkiszu do bardzo drobnej maki. Dodać 200g wody, miesząc i postawić te masę na 2 godziny do lodówki. W tym czasie od czasu do czasu

mieszać. Następnie mleko przecedzić przez gazę. To należy robić dokładnie, bo szczególnie końcówka jest najcenniejsza.

 

MLEKO Z SOCZEWICY

Mielić w młynku (do zbóż) 100g soczewicy aż uzyskuje się drobna mąkę, potem analogicznie do mleka orkiszowego.

 

środa, Sierpień 5th, 2015 Uncategorized Brak komentarzy